Hormony czy depresja?

Hormony czy depresja?
Chandra i depresja to tematy eksploatowane w porze jesienno-zimowej. Ale przygnębienie to nie tylko skutek brzydkiej pogody. Depresja to choroba, która nieleczona może doprowadzić do tragedii. Jak ją rozpoznać i gdzie szukać pomocy? Książka “To muszą być hormony” namawia do tego, aby leczenie depresji rozpocząć od wizyty u endokrynologa.

 

Depresja rodzi się w głowie

Różne mogą być przyczyny depresji. Samotność, niespełnienie, utrata poczucia własnej wartości, brak miłości – to jedne z nich. Ale na depresję cierpimy nawet wtedy, kiedy świat dookoła wydaje się poukładany. Wówczas przyczyn depresji szuka się w głowie. Właściwe funkcjonowanie mózgu zależne jest od prawidłowego działania substancji chemicznych, tzw. neuroprzekaźników. To one przekazują informacje z jednych komórek nerwowych do innych. Zaburzenia w przekaźnictwie mogą stać się przyczyną powstania predyspozycji do depresji. Znamy trzy podstawowe neuroprzekaźniki: serotonina (kontroluje nastrój, działa przeciwdepresyjnie), noradrenalina (pokrewna adrenaliny, popularnie nazywana hormonem walki i ucieczki) oraz dopamina (zaburzenia jej ilości prowadzić mogą do schizofrenii i depresji). W przypadku kobiet bardzo często sprawcami depresji są również zaburzenia równowagi hormonów płciowych. Nie można o tym zapominać wybierając się do lekarza po receptę na antydepresanty.

Kobiece hormony odpowiadają za depresję

Vicki Edgson, dietetyczna i współautorka opublikowanej w tym roku książki “To muszą być hormony” (tytuł oryginału “It Must Be My Hormons”) na podstawie własnej praktyki uważa, że przynajmniej 30 proc. jej pacjentek cierpi na nagły przyrost wagi, przygnębienie, spadek nastroju z powodu zmian hormonalnych. Większość pacjentek dr Edgson to 30 i 40-letnie kobiety, które narzekają na brak motywacji i wiary w siebie. Odczuciom tym towarzyszą problemy natury fizycznej. Bóle mięśni, głowy, problemy trawienne, problemy z cerą, nagły przyrost wagi. Edgson uważa, że leczenie depresji czy wybranie odpowiedniej diety należy rozpocząć od zbadania poziomu hormonów. Według brytyjskiej lekarki często nie bierzemy pod uwagę tego, że przyczyną załamania nerwowego czy depresji może być spadek estrogenu i progesteronu. Edgson zwraca uwagę na to, ze spadki tych hormonów szczególnie źle znoszą kobiety, które odłożyły macierzyństwo do później trzydziestki. Edgson uważa, że w przypadku kobiet w “przełomowym wieku” spadki kobiecych hormonów często myli się z depresją. Bezsenność jest zarówno objawem depresji, ale bardzo często zdarza się u kobiet z deficytem estrogenu lub progesteronu.

Równowaga najważniejsza

Estrogen, progesteron, testosteron: to trzy najważniejsze hormony, które wydzielane w odpowiednich ilościach decydują o tym czy czujemy się szczęśliwi, spełnieni, wyspani. Niezachwiana równowaga pomiędzy hormonami płciowymi jest niezbędna do tego, aby czuć się wypoczętym, mieć apetyt i popęd seksualny. Jeśli tylko jeden z tych hormonów przestanie prawidłowo funkcjonować wówczas nie tylko tracimy libido, ale też dobre samopoczucie i humor. Autorki książki “It Must Be Hormons” uczulają kobiety, aby nie lekceważyć tzw. objawów okresu przedmenapauzalnego (premenopauzy), który może trwać od 3 do 8 lat. To lata w życiu kobiety, kiedy nie ma jeszcze ewidentnych objawów zaburzeń hormonalnych, ale rozpoczynają się już zmiany np. bezowulacyjne miesiączki, nieregularny cykl czy bezsenność i poczucie przygnębienia związane ze spadkami progesteronu. Kobiety o obniżonym poziomie progesteronu często czują się zmęczone, przygnębione, poirytowane, bez motywacji. Autorki książki, dr Edgson i dr Marion Gluck przypominają, że nie należy lekceważyć depresji premenopauzalnej. Lekarze powinny zacząć ją diagnozować i odpowiednio leczyć. Leczenie polegałoby nie na podaniu antydepresantów, ale na wyrównaniu poziomu hormonów i na terapii łagodzącej objawy depresji premenopauzalnej.

Źródło: zdrowie.gazeta.pl

Zostaw Komentarz

Zostaw komentarz

Twoj email nie będzie publikowany.