Romans z nauczycielem

romans z nauczycielem

Przystojny, wysportowany, dojrzały, inteligentny, czuły, troskliwy… Robert ze wspomnień Marzeny to ideał. Choć ich związek nie przetrwał próby, dziś uważa, że był najlepszym, co mogło jej się wtedy przytrafić. Wtedy, czyli w liceum. Wtedy, czyli gdy on był jej nauczycielem.

Serce nie sługa

Wbrew pozorom, wcale nie poznali się w szkole. To znaczy, kojarzyli się, w końcu codziennie mijali się na korytarzu, ale Robert (32 l.) nie miał lekcji z klasą Marzeny (17 l.), więc i okazji do bezpośrednich spotkań nie było wiele. Aż do “zielonej szkoły” w Krynicy Górskiej, gdzie Marzena uległa wypadkowi. Pech chciał, że złamała nogę przed najfajniejszą wyprawą – mnóstwo zamieszania ze szpitalem, gipsem, nie było mowy, by gdziekolwiek jechała. Ani też, żeby sama się z kłopotem uporała. Wychowawczyni – doświadczona alpinistka – nie mogła zrezygnować z prowadzenia grupy, więc poprosiła o pomoc jednego z opiekunów wycieczki – matematyka. Miał zająć się Marzeną, załatwić formalności w szpitalu i mieć na nią oko podczas nieobecności grupy. Ale ośrodek świecił pustkami, a nuda wyzierała z każdego kąta. Kiedy więc przyszedł do niej zapytać, jak się czuje, niemal siłą zatrzymała go w pokoju – i tak przegadali całe popołudnie. – Mieliśmy tyle wspólnych tematów! Okazało się, że nie tylko mamy podobne zainteresowania muzyczne i filmowe, ale też, że oboje uwielbiamy tenis, gry planszowe i… kolekcjonowanie zegarków – opowiada Marzena. Ten ostatni punkt wspólny stał się pretekstem do pierwszego ich spotkania poza szkołą.

Ale zanim do niego doszło, wrócili do szkoły i zaczęli toczyć ze sobą, jak określa to Marzena, grę. – Ja koczowałam pod pokojem nauczycielskim, żeby tylko go zobaczyć, on z kolei – dziwnym przypadkiem – miał dyżury zawsze na tych korytarzach, na których ja czekałam na lekcje. W końcu zapisałam się na kółko matematyczne – przyznaje. – To był chory pomysł, bo z matmy zawsze byłam nogą, a na kółko chodzili prymusi, ale wyszło mi to na dobre – potrzebowałam dużo więcej uwagi nauczyciela, więc często zostawałam po zajęciach na “dodatkowe konsultacje”, które – jak nietrudno się domyślić – niewiele miały wspólnego z geometrią – dodaje.

–  A po szkole nie rozstawaliśmy się – przesiadywaliśmy u niego, bo u mnie nie było jak – rodzicom powiedziałam, że spotykam się z instruktorem tenisa, że jest trochę starszy, ale bardzo odpowiedzialny. Nie nalegali, żeby go poznać – przyznaje. – Seks? No a jak? Ja już nie byłam dziewicą, więc nie miałam większych oporów, tym bardziej że strasznie nas do siebie ciągnęło. Zabezpieczaliśmy się, nie mogłam sobie pozwolić, żeby coś się stało przed maturą – zapewnia.

– Na początku trochę się krygowaliśmy, ale liceum to jeden wielki targ, zresztą ludzie mają oczy i widzą, co jest na rzeczy. Koleżanki stały za mną murem – widziały, że oszalałam na jego punkcie. Gorzej z nauczycielami. Wiedzieli, że coś między nami jest, ale nikt nie miał żadnych dowodów, a przede wszystkim powodów, żeby robić problemy. Uczyłam się nieźle, nie zawalałam szkoły, więc jedyne, co im pozostawało, to ironiczne uśmieszki i groźnie uniesione brwi. Na nas to nie działało. Co się mogło stać? – pyta retorycznie.

(Nie taki) zakazany owoc

Polskie prawo nie reguluje kwestii związanych z prywatnymi relacjami na linii nauczyciel-uczeń. Nie zabrania także pedagogowi utrzymywania stosunków seksualnych z młodą osobą, o ile ukończyła ona 15. rok życia i dobrowolnie oraz świadomie decyduje się na taki związek. Jedynym dokumentem, który pośrednio odnosi się do tego problemu, jest Kodeks Etyki Nauczycielskiej. Punkt 12 części obejmującej szczegółowe zasady etyki nauczycielskiej w zakresie stosunku nauczyciela wobec ucznia mówi o zobowiązaniu nauczyciela do utrzymywania poprawnych relacji interpersonalnych z uczniami i ich rodzicami. Poprawnych, czyli jakich?

Pracownicy oświaty unikają jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Tłumacząc ogólnikowość zasad etycznych nauczyciela szerokim spektrum sytuacji, które kodeks obejmuje, zwracają uwagę na ścisły związek interpretacji słowa z własną moralnością i etyką. Emocjonalne stosunki nauczycieli należą do ich prywatnych spraw, bez względu na to, kto jest ich podmiotem. Inną sprawą jest, że pedagog powinien odpowiedzialnie traktować swoje obowiązki wychowawcze i stronić od zbytniego spoufalania się z uczniami, jeśli stwarza tym samym ryzyko naruszenia zasad, wynikających ze stosunku pracy. A to rodzi już prawne konsekwencje.

Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia 22 stycznia 1998 r. w sprawie komisji dyscyplinarnych dla nauczycieli i trybu postępowania dyscyplinarnego, nauczyciel podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej w przypadku uchybień:

– godności zawodu,

– rzetelnego sprawowania obowiązków zawodowych,

– pełnienia najważniejszych funkcji szkoły: dydaktycznej, opiekuńczej i wychowawczej,

– wspierania ucznia w jego rozwoju,

– dążenia do pełni własnego rozwoju osobowego.

Jeżeli więc intymna relacja pedagoga z uczniem jest przyczyną tego typu naruszeń (np. nauczyciel wyraźnie faworyzuje bliskiego mu ucznia bądź w rażący sposób traktuje go inaczej niż pozostałych wychowanków), wobec nauczyciela może zostać wytoczone postępowanie dyscyplinarne. W przeciwnym wypadku zarówno on, jak i uczeń/uczennica, nie mogą ponieść żadnych prawnych konsekwencji relacji, w której uczestniczą.

Miłość na językach

Mimo że związek nauczyciela z uczennicą (lub nauczycielki z uczniem) z punktu widzenia prawa jest dozwolony, zakochanych nie omija okrutny osąd lokalnej społeczności. Kaja odwołuje się do historii swoich rodziców, których łączyła podobna relacja: – Z tego, co wiem, wszyscy wokół dawali im popalić. Koleżanki mojej mamy tylko obgadywały, że robi to dla dobrych ocen, profesorowie też się jej zaczęli czepiać i robić niestosowne uwagi, a moi dziadkowie nie chcieli nawet poznać taty (dopiero jak się urodziłam, to się zmieniło) – opowiada.

Podobne doświadczenia ma internautka, która stała się powierniczką swojej koleżanki, romansującej z nauczycielem ze szkoły. – Pewnego dnia zobaczyłam ją na mieście… z naszym nauczycielem od historii! Szli za rękę, całowali się. Byłam w wielkim szoku, bo zawsze miałam wrażenie, że to jakieś superseksbomby mają romans z nauczycielem, a tu proszę. Taka szara myszka. Niestety zostałam przez nich zauważona i podeszła do mnie na korytarzu. Poprosiła o dyskrecję. Ja jej obiecałam, że nie puszczę pary. Nikt o tym romansie nie wiedział, bo cała szkoła by plotkowała, a ona nie miałaby życia. Wiadomo, jak to jest odbierane… – mówi.

Greg negatywne komentarze na temat związków nauczycieli z uczniami uważa za przejaw braku szacunku do uczuć człowieka. – To zupełnie naturalne. Takie stany zauroczenia wszędzie się zdarzają i w każdym wieku. Nie widzę w tym niczego zdrożnego, tym bardziej że nie ma negatywnych skutków tego “związku”! – twierdzi.

– To przecież też ludzie – mówi o nauczycielach Pajacyk. – Seks z nauczycielem czy nauczycielką to nic niezwykłego, tak samo miłość do niej czy do niego. Dwoje ludzi się sobie spodobało i spróbowali, proste. A to, że ona była jego uczennicą, to co z tego, tak samo jak byłaby jego sekretarką, pracownikiem, aplikantem, stażystą albo chodziła do niego na lekcje jogi… – dodaje.

Egzamin dojrzałości

Związek Marzeny i Roberta przetrwał rok. Kłopoty zaczęły się tuż po studniówce. Nie chcieli paradować pod rękę przed całą szkołą, by nie prowokować komentarzy, więc przyszli osobno. Ale i tak całą noc bawili się razem. Zaraz po zabawie były ferie, a po feriach… poważna rozmowa. – Robert zadzwonił do mnie, żebym przyszła na trochę dłużej, bo chce porozmawiać. Brzmiał bardzo poważnie, więc od razu do niego pobiegłam. Okazało się, że dyrektor wezwał go na dywanik i wypytywał o nasz związek. Robek był szczery. Dyrektor też – postawił Robertowi warunek: albo ja, albo praca. Wiedział, że nasz romans nie mógł być powodem rozwiązania umowy, więc dał do zrozumienia, że znajdzie się inny pretekst – opowiada.

– Próbowałam przekonać Roberta, żebyśmy wytrzymali do matury, bo co potem mogą nam zrobić? Nie będę już jego uczennicą, będziemy mogli wreszcie być razem “na pełnym legalu”. Ale on wziął to wszystko bardzo na serio – chciał całkowicie zerwać kontakt. A przecież mogliśmy po prostu ograniczyć spotkania, nie afiszować się w szkole – żali się Marzena. – Dziś, kiedy sama już pracuję, rozumiem jego wybór. Ja skończyłam szkołę i poszłam w swoją stronę, on miał tam zostać, a z pracą tak krucho – przyznaje. – Ale było mi potwornie przykro. Potem, na studiach, próbowałam jakoś podtrzymać kontakt, ale rozmowy się już nie kleiły, chyba kogoś miał, a i ja szybko zaczęłam studenckie życie. Wielka miłość, a tak się rozwiała – dziwi się.

Dziś oboje są szczęśliwymi małżonkami. Znaleźli swoje połówki daleko od placówek edukacyjnych i problemów, wynikających ze szkolnych romansów. Ale, jak pokazuje życie, trwałych związków, które rozpoczęły się w szkolnej sali, po dwóch stronach nauczycielskiej katedry, nie brakuje. W końcu, jak mawiał Pliniusz Młodszy, miłość jest najlepszym nauczycielem…

Źródło: onet.pl

Zostaw Komentarz

Zostaw komentarz

Twoj email nie będzie publikowany.