Sandra chce żyć

Sandra chce żyć

Napiała do nas Sandra, która potrzebuje naszej i Waszej pomocy.

Witajcie,

Zacznę może od początku – mam na imię Sandra i mam 25 lat. Jest styczeń intensywnie przygotowuje się do obrony pracy magisterskiej. Egzaminy staram się zdawać z wyprzedzeniem, gdyż jak najszybciej pragnę lecieć do mojego przyszłego męża do Anglii by pomóc mu zarobić na mieszkanie. Zaczynam miewać zawroty głowy, nie mogę spać w nocy bardzo się męczę ale wmawiam sobie, że pewnie przez stres, w lipcu obrona w sierpniu ślub, który planowaliśmy dwa lata – chce żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Mijają kolejne miesiące a ze mną jest gorzej zasypiam nad ranem a później nie mogę się obudzić, zaczynam mieć potworne bóle karku, w nocy drętwienie lewej strony. Mama krzyczy na mnie idź do lekarza, pójdę jak napisze prace i dam ją do zatwierdzenia bo pewnie to nic takiego……… pewnie te bóle spowodowane są tym że ciągle siedzę, kręgosłup mówi dosyć. W kwietniu oddaje prace, biorę się za ostatnie przygotowania do ślubu, jest coraz gorzej. Po przebudzeniu moje oko jest małe po kilku minutach, godzinie wraca do normy. Dochodzi mi straszne drżenie rąk szczególnie tej lewej, to mnie bardzo nie pokoi, szukam w internecie i znajduje stwardnienie rozsiane, lecę do lekarza.

Tutaj możesz pomóc Sandrze

Opowiadam Pani doktor o tym, że po przebudzeniu moje oko jest małe, że mam ostatnio takie zawroty głowy, że nie jestem w stanie chodzić i doszło mi straszne drżenie rąk. Jej odpowiedz mnie zdumiewa pewnie śpi Pani na lewym boku dlatego ma Pani drętwienie! Słucham?…. ale ja nie śpię na lewym boku może to coś poważnego proszę mi dać skierowanie do neurologa. Nic Pani nie jest, ale żeby Pani była spokojna no to dam to skierowanie….. te słowa były powiedziane z wielką łaską. Tydzień później dokładnie 26 maja dzwonie po mamę przyjedz po mnie coś się ze mną dzieje nie mogę złapać powietrza dusze się. Wchodzimy bez kolejki ludzie krzyczą, że oni już czekają po 7 godzin a ja sobie wchodzę……. młoda dziewczyna nie może poczekać, nie zdają sobie sprawy że ktoś zdrowo wyglądający może być ciężko chory.

Przyjmuje mnie bardzo miły lekarz żartując sobie do mnie co się Pani tak denerwuje chłopak Panią zostawił……. nie wiem Panie doktorze czemu się tak trzęsę ….. mam ślub za 2 miesiące, ale dużo przeszłam w swoim życiu moja mama była umierająca nie dawali jej szans, kazali mi się z nią żegnać bardzo to przeżyłam. Później mój brat leżał 3 miesiące w szpitalu z wysoką gorączką, może mam nerwice i dlatego się trzęsę. Podano mi leki uspokajające, i skierowanie proszę się udać do neurologa. Panie doktorze umówiłam się już bo mam problemy również z drętwieniem lewej strony i opadaniem powieki. Dobrze zrobimy jeszcze tomograf, ale po co???…. tak żeby się upewnić że wszystko jest w porządku .

Siedziałam z kroplówkami dosyć długo, przyszedł lekarz do mnie wraz z mamą. Musi Pani zostać i odszedł…. mama powiedziała mi, że coś znaleźli w głowie. Siedziałam ale myślałam ze spadnę z krzesła, zaczęłam wyć jak małe dziecko nie mogłam się uspokoić…. czułam, że jest to coś poważnego bo nigdy w życiu nie miałam lekko zawsze pech….Przyszedł do mnie neurochirurg poszłam z nim porozmawiać sama. Oznajmił, że prawdopodobnie 90% to guz a 10% to niedokrwienie mózgu. Panie doktorze proszę być ze mną szczerym to guz prawda…. tak….. ile mi zostało czasu, bo ja leczenia się nie podejmę ??? cisza a po chwili…… nie wiem ciężko mi powiedzieć może być to miesiąc rok albo po tygodniu przyjedzie Pani do nas, ale nie będzie mogła Pani chodzić, mówić niech Pani to przemyśli, teraz decyduje pani a później jak nie będzie w stanie to rodzina….. dobrze zostaje. Moje szczęście ogromne spowodowało, że byłam pod opieką bardzo nie sympatycznej lekarki…. lepiej trafić nie mogłam. Wszystkie badania były priorytetowo robione, rezonans wykazał guza w układzie nerwowym ponad 6 cm. Moja doktor prowadząca powiadomiła mnie, że prawdopodobnie są to już przerzuty zleciła mi markery nowotworowe, które miały wykazać gdzie jeszcze mam raka. Wtedy załamałam się kompletnie miałam mieć obronę, ślub, zaraz chcieliśmy dziecko…..Rodzice zaczęli szukać pomocy u Profesora, który miał podjąć się mojej operacji a ja oczekiwałam na wyniki. Markery wyszły dobrze inne badania również to oznaczało, że nie mam przerzutów.

Wysłano mnie do domu, żebym psychicznie przygotowała się na operacje, która miała odbyć się już za 2 tygodnie. Najgorsze było podpisywanie tych papierków… gdzie godziłam się w sumie na śmierć , albo kalectwo jeden zły ruch lekarza i po mnie…Dzień operacji był najgorszy….. człowiek nie jest w stanie opisać emocji które towarzyszą…….

Operacja trwała 7 długich godzin. Udało się otworzyłam oczy mogłam mówić ruszać rekami, tak się cieszyłam……… teraz już będę zdrowa. Przyszedł lekarz z wynikiem badań histopatologicznych no nie jest dobrze to rak złośliwy GLEJAK. Kolejny cios wiedziałam, że jest on nieuleczalny. Usłyszałam jest dobrze ale musi być Pani przygotowana, że to wróci no i będziemy znowu operować- jeżeli guz będzie umiejscowiony w dobrym miejscu, później chemia naświetlania. Operować??… przeszłam taki koszmar ból jest nie do opisania, nie mogłam patrzeć w lustro a ludzie patrzyli na mnie jak na potwora- teraz wiem jak czują się ludzie niepełnosprawni, drugi raz psychicznie tego nie wytrzymam. Udałam się do prywatnego Onkologa, który powiedział chemia i naświetlania nie pomogą Glejak jest na to odporny.

Zaczęłam sama szukać nie po to tyle cierpiałam, żeby teraz umierać znalazłam lek, jest on bardzo drogi ale wierze, że dzięki niemu będę żyć i wyzdrowieje. Nie poddam się obroniłam się 13 lipca wzięłam ślub chociaż była to ciężka decyzja, ludzie z którymi pracował mąż za granica zrobili zrzutkę i dzięki nim mogłam przyczepić sobie włosy na ślub i wyglądać pięknie jestem im z całego serca bardzo wdzięczna i wierze w to, że są ludzie dobrej woli, którzy pomogą mi w walce z tą straszną chorobą.

Nasze środki finansowe wyczerpują się a potrzebuje stosowania jeszcze tego leku co najmniej pół roku, dlatego proszę Was, błagam o pomoc. Mam czasami kiepskie dni i dosyć słów będzie dobrze, ale jestem silna osobą i dam sobie rade jedyną bariera są dla mnie pieniądze…….każda złotówka jest dla mnie ważna, gdyż przerwanie terapii wiąże się z tym, iż komórki rakowe rozwścieczone zaatakują jeszcze bardziej.

CHCE ŻYĆ I BĘDĘ ŻYĆ

Tutaj możesz pomóc Sandrze wpłaty w funtach

Tutaj możesz pomóc Sandrze wpłaty w złotówkach

Dziękuje za okazaną pomoc i serdecznie

Pozdrawiam,

Sandra Sobczak

Zostaw Komentarz

Zostaw komentarz

Twoj email nie będzie publikowany.