W jaki sposób NIE chwalić dziecka

Wydawałoby się banalna sprawa: pochwała, każde dziecko jej potrzebuje. Jednak chwaląc nieumiejętnie wyrządzasz dużą krzywdę swojemu dziecku. Brzmi niewiarygodnie? Dla mnie kiedyś też tak brzmiało, ale postanowiłam sprawę nieco zgłębić. Skomplikowana procedura chwalenia obiła mi się o uszy jeszcze na długo przed pojawieniem się na świecie mojego syna. „Chwal wysiłek, a nie inteligencję”. Ok, ale co to w praktyce oznacza?

Takie słowa schowaj głęboko w kieszeń

Po zapoznaniu się z lekturami, przyjrzałam się bliżej mojemu zachowaniu i moich najbliższych w stosunku do małego. I co zobaczyłam? Cokolwiek moje dziecko by nie zrobiło, było to śliczne i przepiękne, a on mądry, nie, najmądrzejszy, cudowny, świetny, inteligentny, wyjątkowy itd. Takie były nasze reakcje na jego rysowanie, tańczenie, mówienie, układanie klocków i tym podobne. Jednak zauważyłam, że po tego typu epitetach moje dziecko albo nie reagowało, albo się sprzeciwiało (mówiąc „nie, brzydkie”), albo w ogóle nie miało ochoty na kontynuowanie tej czynności. Coś tu jest nie tak, skoro tego typu zachowanie powtarza się prawie za każdym razem.

Zaraz zagadka się rozwiąże, ale już teraz zapomnij o tych przymiotnikach, bo taką pochwałą tylko burzy budujące się poczucie własnej wartości twojego dziecka.



Jak nie chwalić?

Jeżeli dziecko ma problem z wykonaniem jakiegoś zadania i w końcu mu się udaje, a ty entuzjastycznie wybuchasz: „Jesteś wspaniały!”, to wiedz, że właśnie podkopałeś jego wiarę we własne umiejętności. Dlaczego? Wbijmy sobie wreszcie do głowy, że nasze dziecko jest mądrzejsze niż myślimy.

Na potrzeby tego podpunktu wejdę na chwilę do “świata dżungli”, czyli życia nas, dorosłych.

Powiedzmy, że zaprosiłeś gości na kolacje, a twoje możliwości kulinarne pozostawiają bardzo wiele do życzenia. Próbujesz pierwszego zaserwowanego dania jako pierwsza i już wiesz, że wyszło ohydne. Ale twoi goście mówią: „wspaniałe!”. Co myślisz? Strzelam! Pomyślisz: “Ale kłamią”, albo: “Oni naprawdę mają mnie za fatalną kucharkę, a to paskudztwo to maksimum, na co mnie stać”, lub: “Nie wiedzą nic o dobrej kuchni”. Jakby nie patrzeć, ta pochwała spowodowała zwątpienie we wiarygodność osób chwalących i podkopała twoją wiarę we własne umiejętności.

Przykład drugi – uczysz się jeździć na nartach, mimo setnej już godziny z instruktorem, dalej masz problem z opanowaniem hamowania. Nagle udaje ci się, a nauczyciel wybucha entuzjastycznie: „Świetnie, w końcu się nauczyłeś!”. Taka pochwała wywołała niepokój i wzbudza presję: „A co będzie, jeśli za chwilę znowu będę miała z tym problemy?”. I te słowa: „W końcu” – musisz być naprawdę fatalny…

I tu właśnie dochodzimy do bardzo ważnej kwestii – za wszelką cenę unikaj pochwały, w której ukryta jest poprzednia słabość dziecka! Można jeszcze dodać słowa – w końcu, nareszcie, „myślałam, że już nigdy…” dla całkowitej katastrofy. Oto kilka przykładów:

  • No brawo! W końcu udało ci się zawiązać te buty.
  • Nareszcie narysowałeś poprawnie kółeczko. Jestem z ciebie taka dumna.
  • Myślałam, że już nigdy nie uczeszesz się tak ładnie. Co się stało?
  • Dzisiaj wyglądasz bardzo ładnie. Co zrobiłaś? (W takim razie w inne dni wygląda fatalnie…)

Jak zatem widzisz, nieumiejętna pochwała może wzbudzić poczucie niezadowolenia, zwątpienia we własne umiejętności, może być odczytana jako manipulacja lub zmusić osobę chwaloną do skoncentrowania się na swojej słabości. Niefajnie, prawda?


Taką pochwałą zdziałasz najwięcej

Na początek mały przykład. Z jaką pochwałą czujesz się lepiej? „Ładnie dziś wyglądasz”, czy „Ta bluzka ładnie podkreśla twój kolor oczu, wydają się jeszcze bardziej niebieskie, do twarzy ci w niej”. Założę się, że po pierwszej pochwale powiedziałbyś zwykłe „Dziękuję”, a pomyślałbyś: „Akurat”. Natomiast po drugiej pobiegłbyś do pierwszego lustra i upewnił się, że faktycznie pochlebca miał rację. Wyglądasz bardzo ładnie i od teraz będzie to twój ulubiony kolor! Taką pochwałę przyjmujesz bez zastrzeżeń, bo wiesz, że jest szczera. No właśnie, sprawa wyglada podobnie z dziećmi.

Jasne, że określenia takie jak: pięknie, cudownie, jesteś fantastyczny, grzeczny chłopczyk/ dziewczynka, same cisną się na usta i tragedia się nie stanie, jeśli je od czasu do czasu użyjemy, ale tu chodzi o uświadomienie sobie, że są lepsze sposoby, które wywrą zdecydowanie lepszy efekt. A my jesteśmy świadomymi rodzicami i wiemy, jak ważna jest samoocena dziecka, dlaczego więc nie pomóc jej odpowiednimi trikami?

Dobra pochwała to pochwała opisowa i składa się z trzech części:

  • Dorosły z uznaniem, ale nie do przesady, opisuje to, co widzi.
  • Następnie opisuje to, co w związku z tym czuje.
  • Na koniec podsumowuje to jednym zdaniem.

Nakreślmy to na przykładzie obrazka, które namaluje dziecko. Cokolwiek by tam nie nabazgrało, powiemy, że pięknie wyszło. A to – jak już wiemy – duży błąd, bo dziecko nam nie uwierzy. Skoro wszystko, co zrobi takie jest, to jaką wartość mają te pochwały? A poza tym te bazgroły wcale nie są „piękne”.

Opisz to, co widzisz. Tak najzwyczajniej : „Widzę kreskę, drugą kreskę, kółeczko i jeszcze jedną kreskę”. Przypuśćmy, że wiesz, że dziecko miało zamiar tymi kreskami obrazować ptaka i właśnie myśli, że go namalowało. Kontynuuj dalej: „Te kreski wyglądają jak skrzydła, a to kółeczko to chyba główka. Widzę, że namalowałeś wielkiego ptaka, bo ma taaaakie długie skrzydła. Opisujesz to, co czujesz: “Jak tak patrzę, to wydaje mi się, że to wielkie ptaszysko i dzięki tym skrzydłom może latać wyjątkowo szybko i wysoko. Mogłabym się go wystraszyć. Podoba mi się to!”. Podsumuj jednym zdaniem: “To się nazywa wyobraźnia”.

W międzyczasie dziecko samo będzie dopowiadało i emocjonowało się tym, że to naprawdę duży zwierz i najprawdopodobniej nabierze chęci na dalsze malowanie stwora.

Idźmy dalej. Zgodnie z zasadą „opisz, co widzisz”, po prostu to zrób. Załóżmy, że poprosiłeś o posprzątanie pokoju. Ok, zbyt wiele – o schowanie do pojemnika porozrzucanych klocków. Po 55 godzinach proszenia, twoje dziecko w końcu tego dokonało. Teraz wkraczasz ty! “Widzę, że wszystkie klocki schowałeś do pudełka i ani jednego nie pominąłeś”. Opisz to co czujesz – “Przyjemnie wejść do takiego uporządkowanego pokoju”. Na koniec opisz to jednym zdaniem – “Sprzątasz po sobie, a to się nazywa już dorosłość i dbanie o swoje rzeczy”.

Im więcej dasz z siebie podczas pochwały, im więcej włożysz w to serca i zaangażowania bez nic niemówiących słów typu „ślicznie, pięknie”, tym bardziej pomożesz dziecku budować pozytywne i realistyczne wyobrażenie o sobie. Brzmi cudnie, prawda? A wiesz, co brzmi jeszcze lepiej? Że tym samym sposobem możesz chwalić partnera, a niedokręcone uchwyty w domu będą przykrym wspomnieniem.

 10 funtów na książki dla dzieci

Chwal wysiłek, nie inteligencję

Chyba każdemu obiło się o uszy. Chodzi o to, żeby skupić się na trudzie włożonym w uzyskanie wyniku. I tak oto przykładowo przychodzi dziecko do domu z bardzo dobrym wynikiem z klasówki. Jak już wiemy, słowa „pięknie, wspaniale i jesteś cudowny” chowamy głęboko do kieszeni. Co robimy? Naturalnie opisujemy, co widzimy, a więc: „Co ja widzę? Ktoś tu dostał bardzo dobry stopień. Taka ocena wymaga włożenia dużej pracy w naukę i masę koncentracji. Dokonałeś tego, to się nazywa determinacja”. I teraz najważniejsze, ważne aby zamiast: „Jestem z ciebie bardzo dumny”, powiedzieć: „Musisz być z siebie bardzo dumny”. Dlaczego? Bo jeśli powiemy, jak bardzo mamusia jest dumna z dziecka, niejako przypisujemy osiągnięcia sobie, a my chcemy maksymalnie uwypuklić rosnące poczucie wartości dziecka. Zatem pamiętajmy, zawsze chwalmy dziecko mówiąc: „musisz być z siebie dumny”. Tak, diabeł tkwi w szczegółach.

Pułapki przy pochwale opisowej

Jest kilka rzeczy, na które trzeba szczególnie uważać. Przede wszystkim na to, że pochwała musi być dostosowana do wieku i poziomu percepcji dziecka. Zatem jeśli pochwalimy małe dziecko, że poprawnie ubrało przygotowane dla niego ubranie, starsze dziecko potraktowane tym samym komplementem może poczuć się urażone. Bo przecież „jest już duże” i to normalne, że potrafi się ubrać.

Nie należy także zbyt emocjonować się dokonaniami dziecka. Jeśli dobrze gra w piłkę nożną, ciągłe mówienie, że będzie drugim Lewandowskim może nałożyć na niego zbyt dużą presję i ostatecznie zniechęci. Bo przecież Lewandowski może być tylko jeden.

W naszym domu zmiana w chwaleniu wywołała bardzo dużą metamorfozę. Niechętny na początku do plastycznych zabaw Rumcajsik chętniej chwyta za kredki czy puzzle. Lubi chwalić się swoimi dokonaniami. Ogromnie ważne w tym procesie jest granie do jednej bramki, czyli mówimy o naszych sposobach dziadkom, ciociom i innym bliskim i wymagamy od nich podobnego podejścia. W kupie siła! Mam nadzieję, że i u was metoda sprawdzi się rewelacyjnie i na zawsze zaistnieje dobra zmiana.

 

Zostaw Komentarz

Zostaw komentarz

Twoj email nie będzie publikowany.